„Miasteczko South Park” – reż. Terry Parker

Czwórka z kolegów z podstawówki Kyle, Stan, Kenny i Cartman, przedostają się sposobem na film dla dorosłych. Wychodzi z niego całkowicie odmieniona, nasycona przekleństwami i deprawacyjnymi poglądami. Podpadają w szkole, gdzie na jaw wychodzi, skąd znają takie przekleństwa. Ich matki organizują ruch przeciw aktorom, którzy zatruli ich dzieci. Udaje im się ich schwytać, przewieźć do Ameryki i zastanowić się, co dalej. Wniosek jest prosty – należy zabić kanadyjskich aktorów. Na to nie godzą się dzieci i organizują ruch oporu. Towarzyszą im typowe dla nastolatków problemy takie jak pierwsze miłości, szlaban mamy czy brak środków, jakimi mogą przyciągnąć zainteresowanie na swoją akcję. Nadchodzi dzień zgładzenia aktorów. Po nieudanych próbach odbicia zakładników, na Ziemię dostaje się Szatan z Saddamem Husajnem i teraz oni zamierzają wprowadzić swoje rządy. Okazuje się, że przekleństwa mogą też ratować, co wykorzystują krnąbrne nastolatki. Szatan wraca do piekła, a realia w miasteczku do normy.

Reżyser i cały skład filmowy. Wygląd pracy

Reżyser i cały skład filmowy. Wygląd pracy Powiem coś o jednym dniu z prawdziwego planu filmowego, gdzie są niebanalne produkcje i gdzie pracuje wiele ludzi z branży jak również wielu sławnych ludzi, znanych z zachodu jak i z Polski. To moja historia, to historia, która odmieniła moje patrzenie na filmy. Przy kręceniu pierwszej części filmu Transformers miałem okazję poznać aktorów grających na planie, jak również samego reżysera, producenta i wszystkich innych, którzy nadzorowali prawidłowy przebieg robienia tego superowego filmu! Taki dzień zapowiadał się obiecująco i rzeczywiście tak było. Do dzisiaj jestem zadowolony z tego, że zechciałem pojechać właśnie na plan tego filmu. Przy pierwszych godzinach poznałem Michaela Baya i Stevena Spielberga, następnie Shia LaBeouf wraz z Megan Fox – cholera, to fajni ludzie, szkoda, że nie znam ich tak dużo. Do tego operatorzy kamer…świetna rozmowa! Po kilku chwilach wypiliśmy z całą ekipą za film i udało mi się zobaczyć co nieco z drugiej części filmu. Powiem tyle: – szykujcie się na coś nowego, bo wkrótce zmieni się oblicze filmu, klasycznego filmu.

Filmy w naszym życiu

Filmy w naszym życiu Po co są filmy? – odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa i z pewnością jest ukryta, nie można odpowiedzieć od razu, bez zastanowienia się właśnie to pytanie, dlatego objąłem to tutaj klauzulą trudnego pytania. Filmy prawdopodobnie powstały na wzór teatru, tak, by go zastąpić. Bo kiedyś…były tylko i wyłącznie teatry i przedstawienia na żywo…jednak pomyślano o tym by obraz nagrywać i zapisywać. W takim właśnie działaniu powstały filmy, które teraz oglądamy. Dobre cechy filmu to takie, że mogą nam zająć czas w trakcie nudy, a także dostarczyć rozrywki byśmy byli w zamyśleniu i myśleli jak potoczą się dalsze losy bohaterów, których poznaliśmy na początku filmu. Co więcej na temat filmów? Może to, że kiedyś właściwie naprawdę zastąpią inne metody rozrywki i będą czymś lepszym niż są teraz? Trudno mi na to pytanie teraz odpowiedzieć. Kiedyś być może będę miał jakieś rozwiązanie i oby tak było, być może coś w kierunku filmów się zmieni. Chociaż już teraz technologia pozwala na obraz 3D. Ponadto nowe filmy…to coś ciekawego.

Ja wam pokażę!

Ja wam pokażę! No to nam pokazali! Adam, narzeczony Judyty, opuszcza ją, by w Ameryce ubić biznes. Ich miłość wystawiona została na ciężką próbę, której z każdym dniem w odosobnieniu wydają się nie przetrzymywać. To drugi film o trzydziestoletniej matce z duszą szesnastolatki, pierwotnie w formie książki Katarzyny Grocholi, to przeokropny, straszliwy, totalnie nieudany gniot. Gdzie aktorzy z pierwszej części? Zamiast ich mamy pakiet nudnych osobistości z okładek „Glamour”, którzy żyją ze statusu gwiazdy, bo o aktorstwie nie ma tu mowy. Książkę czytało się świetnie, posiadała ona dowcip i była lekkostrawną romantyczną komedią dla ludzi z olejem w głowie. Film, nie ubliżając nikomu, to kinematograficzna papka dla kompletnego bezguścia. „Ja wam pokażę!” został nakręcony u zarania trendu na tzw. komedie romantyczne, w których życie płynie beztrosko, zmartwienia rachunkami nie istnieją, zawsze panuje porządek w domu, pupile domowe nie zostawiają kłaków na fotelu, w kuchni zawsze panuje porządek, a jedynym i priorytetowym problemem jest miłosne niespełnienie objawione na różne sposoby. Pod ten trend Denis Delić zmajstrował „Ja wam…”, a Wolszczakowa i Deląg (vide „Glamour”, blee!), bardzo się postarali, by wyjść naprzeciw każdemu, kto nie chciał zobaczyć niczego ambitnego w aktorskim rzemiośle. No i Pazura! Czy to możliwe, żeby z Killera zostało już tylko to, co widać w tym filmie? Nie – jest jeszcze „Strzał w 10″ – ale to już inna historia.